czwartek, 20 kwietnia 2017

Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation

Witajcie Kochani,

W dzisiejszym poście chciałabym Wam co nieco przybliżyć markę Tarte, a dokładniej jeden z podkładów tej firmy, który miałam okazję w ostatnim okresie testować. Chodzi mi o podkład Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation Broad Spectrum SPF 15, który na amerykańskim youtubie przeżywał wielkie wow! w zeszłym roku.


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 

Podkład występuje w 21 różnych odcieniach, co moim zdaniem jest całkiem niezłą gamą kolorystyczną. Nie miałam więc najmniejszych problemów ze znalezieniem idealnego odcienia dla siebie, mimo iż zamawiałam przez internet. Jakbyście kiedykolwiek mieli problemy z wyborem odcienia podkładu (gdy zamawiacie online) polecam super stronkę Temptali: http://www.temptalia.com/foundation-matrix/, gdzie możecie sprawdzić sobie pasujące kolory wybierając obecnie używane. Mi wielokrotnie pomogło to przy wyborze idealnego odcienia.


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 

Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 

Podkład przychodzi do nas w pięknej szklanej buteleczke, lekko mlecznej, podobnej do tej w jakiej jest podkład Giorgio Armani Luminous Silk Foundation. Uwielbiam opakowanie tego produktu właśnie ze względu na piękny wygląd buteleczki, jak i kolor nasadki, czyli złoto- fioletowy. Zamiast standardowego dozownika mamy pipetkę, za którą niespecjalnie przepadam. Jednak, do tego podkładu jest to całkiem dobre rozwiązanie, ponieważ jest on bardzo wodnisty. Podkład ma standardową pojemność, czyli 30 ml, za które zapłacimy 39$.


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 

Podkład nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, glutenu. Jest to produkt „vegan friendly” oraz „cruelty-free”, więc mamy pewność, że nie testowany na zwierzętach, za co duży plus. Jakby kogoś interesował skład, oto i on:
Water/Aqua/Eau, glycerin, isododecane, cyclopentasiloxane, phenyl trimethicone, nylon-12, dipropylene glycol, caprylic/capric triglyceride, cyclohexasiloxane, alcohol, aluminum starch octenylsuccinate, butylene glycol, cetyl PEG/PPG-10/1 dimethicone, magnesium sulfate, alumina, PEG-9 polydimethylsiloxyethyl dimethicone, silica, talc, sorbitan isostearate, stearalkonium hectorite, polyglyceryl-4 isostearate, hexyl laurate, aluminum hydroxide, stearic acid, caprylyl glycol, propylene carbonate, dimethicone, hydrogen dimethicone, phenoxyethanol, triethoxycaprylylsilane, tocopheryl acetate, 1,2-hexanediol, cocos nucifera (coconut) oil, algae extract, gardenia taitensis flower extract, tocopherol. (+/-): Titanium Dioxide (CI 77891), iron oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499), zinc oxide (CI 77947).


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 


I taka mała uwaga dla fanów produktów Koreańskich: Jest to podkład, na spodzie którego znalazłam informację „Made in Korea” :)

Sam podkład, jak to określa producent jest mocno kryjący i nawilżający. Zawsze mnie dziwi połączenie tych dwóch cech, ponieważ pokutuje jednak przeświadczenie, że jak coś dobrze kryje, to nie może być nawilżające. Tutaj sprawdziłam na własnej skórze, czy faktycznie te dwie cechy mogą ze sobą „żyć” w zgodzie.

Samo nakładanie podkładu na twarz może być dla niektórych uciążliwe, ponieważ produkt jest bardzo wodnisty, przez co przelatuje nam przez palce. Ja znalazłam na to rozwiązanie. Nakładam go po prostu pipetą od razu na twarz po kropli na każdą jej część. Następnie wklepuję podkład Beauty Blenderem. Sprawdzałam ten podkład na różne sposoby i zarówno nakładany palcami, jak i pędzlem wygląda dobrze, ale osobiście jestem uzależniona od gąbeczki, więc ten sposób pasuje mi najbardziej. Zresztą wierzcie mi, że w taki sposób otrzymuję najładniejszy efekt. Jak nakładałam ten produkt pędzlem typu flat top, to miałam wprawdzie większe krycie, ale efekt był bardziej matowy, za czym osobiście średnio przepadam.

Wykończenie podkładu jest takie delikatnie satynowo- matowe. Zdecydowanie nie otrzymamy nim takiego glow jak przy np. MAC Face & Body, ale nie jest to płaski, ciężki mat. Poza tym krycie jest średnie w kierunku mocnego. Nie jest to zdecydowanie takie krycie jak ma Estee Lauder Double Wear czy Dermacol, ale bardzo dobre średnie. Dodatkowo można te krycie budować, dzięki czemu można osiągnąć naprawdę fajny efekt na twarzy. Ja wprawdzie nie mam żadnych dużych zmian na skórze, ale już jedna warstwa przykrywa mi wszystkie zaczerwienienia oraz zmiany pigmentacyjne. Po użyciu tego podkładu korektora używam tylko na cienie pod oczami. Absolutnym fenomenem tego produktu jest to, że nawet przy tak konkretnym kryciu, w ogóle nie czuć go na skórze. Wielokrotnie po nałożeniu zapominałam, że mam jakikolwiek podkład na sobie, a naprawdę rzadko się to zdarza.


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 

Super w nim jest też to, że nie podkreśla niedoskonałości czy suchych skórek, a więc idealnie nadaje się do cer suchych i mieszanych. Nie wiem jak się będzie sprawdzał na osobach z cerą tłustą. Podkład jest w stanie wytrzymać na mojej twarzy w nienaruszonym stanie cały, długi dzień. Robiąc makijaż rano, około godziny 6:00, mam pewność, że nawet jak będę chciała wyskoczyć gdzieś wieczorem, to bez żadnych poprawek, mogę śmiało wyjść, nie martwiąc się, ze coś mi się starło.


Tarte Rainforest of the Sea™ Water Foundation 
od lewej: Fair Neutral, Light Neutral

Podkład Tarte Rainforest od The Sea jest moim zdaniem jednym z najlepszych podkładów na rynku, jakie miałam okazję używać, a sporo się już przez moje ręce przewinęło. Co lepsze, całkowicie zdeklasował pozycję jaką miał wcześniej jeden z moich ukochanych produktów w tej kategorii, czyli Giorgio Armani Luminous Silk Foundation. Sam fakt, że zaopatrzyłam się aż w dwa odcienie, żeby móc go nosić zarówno latem, jak i zimą, zdecydowanie o czymś świadczy. Boleję tylko nad faktem, że jest to produkt ciężko dostępny w Polsce, a zakup na naszych stronkach, które go sprowadzają, to naprawdę duży wydatek…

Reasumując, uważam, że jest to podkład wart każdej wydanej na niego złotówki i jeżeli szukacie czegoś dla suchej skóry, co nie podkreśli żadnych niedoskonałości, będzie się trzymać cały, długi dzień i będzie miało dobre krycie, to jest to podkład którego potrzebujecie w swojej kosmetyczce :)



poniedziałek, 5 grudnia 2016

Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance

   Witajcie Kochani po dość długiej przerwie,
W moim życiu dość sporo się pozmieniało i dlatego ostatnio nie miałam czasu na pisanie bloga, ale wracam już do Was z najnowszym wpisem. Ty razem kilka słów o paletce, która stała się niewątpliwym hitem ostatnich miesięcy, czyli ABH Modern Renaissance Palette. Jeżeli chcecie znać moje zdanie o tej paletce, to czytajcie dalej :)

ABH Modern Renaissance


Marka ABH w swojej ofercie miała już kilka palet, z których miałam przyjemność jedną używać i nawet zdenkować część cieni. Jednakże, żadna z nich, nie doczekała się takiej popularności jak Modern Renaissance. I tutaj się w ogóle nie dziwię, ponieważ idealnie wkomponowała się w stylistykę nadchodzącej jesieni. 


ABH Modern Renaissance


Opakowanie jest piękne, jasnoróżowe, welurowe. Przypomina mi bardzo opakowanie mojej ulubionej palety z Urban Decay Naked 1. Jest tylko od niej nieco krótsza, no i gramatura cieni jest zdecydowanie mniejsza. I to jest niestety jej minus. W paletce mamy 14 pięknych cieni, z których każdy ma zaledwie 0,7 grama! Jest to bardzo mało, jak na cenę tejże paletki. Dla porównania, jeden wkład z Makeup Geek ma 1,8 grama, a cień UD z paletki Naked ma 1,3 grama. 
Dlatego też, w poprzedniej palecie którą miałam, trzy moje ulubione cienie, które używałam codziennie zdenkowałam w miesiąc... 

ABH Modern Renaissance


Sama paletka ma przepięknie skomponowaną kolorystykę, która idealnie wpasowuje się w jesienne klimaty. Moim zdaniem na rynku brakowało takiej palety i dlatego też jej popularność jest tak ogromna. Dużym plusem tej paletki jest fakt, iż ma aż 11 cieni matowych i satynowych, a zaledwie 3 metaliczne, co rzadko się zdarza wśród palet.


ABH Modern Renaissance


Same cienie są rewelacyjnie. Pięknie się blendują, mają cudowną pigmentację. Utrzymują się na oku cały długi dzień. Gdy dodamy jeszcze bazę pd cienie, to praktycznie są nie do zdarcia. Są mięciutkie w dotyku, takie kremowe. Jednakże bardzo mocno się pylą przy nanoszeniu pędzlem. Przez co szybciej się zużywają niż inne, twardsze cienie innych marek. 

ABH Modern Renaissance


Jak dla mnie jest to paletka idealna i cieszę się, że marka ABH wprowadziła ją do regularnej sprzedaży. 

A teraz odpowiedzmy sobie na pytanie: Czy warto kupić paletkę ABH Modern Renaissance? Moim zdaniem tak, gdyż kolorystyka jest rewelacyjna, a jakość cieni nie do podważenia. Oczywiście, jak każda róża ma kolce, to i ta paleta je ma, czyli tak jak wspomniałam wcześniej np. gramatura cieni. Ale jeżeli Wam to nie przeszkadza, bo macie dużo innych cieni, bądź nie straszne Wam wydanie ponad 200 zł za takie małe cienie, to jak najbardziej, z czystym sumieniem, Wam ją polecam :)



wtorek, 23 sierpnia 2016

Douchromy od Makeup Geek

   Do tej recenzji zbierałam się bardzo długo. Sama nawet nie wiem czemu, bo jestem ogromną fanką produktów marki Makeup Geek i za każdym razem wypatruję nowości z mocniejszym biciem serca. Jednak ponieważ planuję niedługo post i pierwsze wrażenie cieni od Hani, które ostatnio wyszły na rynek, więc najpierw napiszę o MUG, aby je później porównać :)

Markę Makeup Geek poznałam już bardzo dawno, gdyż Marlena była jedną z pierwszych youtuberek, które oglądałam. Sama już straciłam rachubę, ale będzie to już jakieś około pięć lat. Szmat czasu… Jak tylko Marlena wypuściła swoją kolekcję cieni do powiek i umożliwiła międzynarodową przesyłkę, od razu zamówiłam sobie kilkanaście jej cieni. Nie zawiodłam się, wręcz przeciwnie, gdyż jakością dorównywały o wiele droższym cieniom marki MAC.

Marka MUG zaczęła rosnąć w siłę i wypuszczać coraz to nowsze perełki. Moją ulubioną kolekcją jest właśnie komplet duochromów, zarówno w wersji prasowanej, jak i sypkiej. Dzisiaj zajmę się przybliżeniem Wam cieni w wersji prasowanej.

Cała kolekcja składa się z 12 cieni. Cienie mają identyczny rozmiar jak wkłady z MAC’a, dzięki temu nie musimy kupować dodatkowej paletki, jeżeli mamy jakąś wolną z MAC’a. Cienie nie mają w swoim składzie ani talku, ani parabenów. Poza tym na stronie dowiadujemy się, że „All our shadows are cruelty-free - we do not test our products on animals”, co też jest dużym plusem.

Źródło: Temptalia


A teraz przedstawię Wam poszczególne kolory. Niestety zdjęcia robię telefonem, więc nie oddają magii tych cieni tak jak bym chciała. Ponieważ jestem też średniakiem w opisywaniu kolorów, oprócz swoich opisów podaję informację ze strony www.makeupgeek.com/shop.

I'm Peachless –  I’m Peachless has a buff base with peachy-pink reflects.
Niesamowity cień połyskujący na brzoskwiniowo-różowo, bardzo delikatny, z lekko beżową bazą. Nieco podobny do cienia Motif marki MAC.



Voltage – Voltage has a vanilla base with champagne-yellow reflects.
Cień, który bardzo często używam w wewnętrznym kąciku oka, ze względu na to, iż jest to bardzo jasny cień połyskujący na żółto. Może być stosowany również jako rozświetlacz.



Karma – Karma has a golden base with yellow-green reflects.
Również jasny cień, podobny trochę do Voltage, ale bardziej ciepły, mający w sobie refleksy żółte i zielone, z tym, że żółty odcień w tym cieniu dominuje. Cień nałożony na czarną bazę daje niesamowity efekt.



Mai Tai – Mai Tai has an apricot base with orchid reflects.
Bardzo intensywny różowy cień z refleksem brzoskwiniowo-fuksjowym. Na jasnej bazie mieni się bardziej na brzoskwiniowy róż, ale już na ciemnej, jest to zdecydowanie soczysta fuksja.



Rockstar – Pale silver with purple iridescence.
Jest to cień, który był już w regularnej sprzedaży i miałam go wcześniej w swojej kolekcji. Jest to jasne, satynowe srebrno opalizujące na fiołkowy róż.



Phantom – Phantom has a white base with violet purple reflects.
Przepiękny delikatny fioletowy odcień połączony z białą bazą, co powoduje, że pod jednym kątem sprawia wrażenie bardziej szaro-fiołkowego, a pod innym zdecydowanie bardziej przypomina intensywny jasną lavendę.



Blacklight – Blacklight has an electric purple base with icy blue reflects.
Jeden z moich faworytów. Piękny fioletowo- jasno- niebieski cień. Jest to zdecydowanie jedno z najbardziej obłędnych połączeń kolorów w całej kolekcji.



Secret Garden – Secret Garden has a deep espresso base with bright teal reflects.
Piękna, głęboka zieleń, taka butelkowa połączona z ogromną dawką turkusu oraz z bardzo ciemną brązową bazą, która jest słabo widoczna, ale nadaje cieniu mocnej głębi. Jeden z moich ulubieńców.



Typhoon – Typhoon has a deep teal base with green and gold reflects.
Typhoon jest połączeniem koloru zielonego, takiego butelkowego oraz żółtego złota, z ewidentną przewagą zieleni.



Havoc – Havoc has a warm red-brown base with teal reflects.
Havoc przypomina bardzo popularny pigment marki MAC Blue Brown oraz znany cień marki Urban Decay o nazwie Lounge. Różni się jedynie tym, że ma bardziej ciepło-brązową bazę, a więc bliżej mu do cienia UD.



Steampunk – Steampunk has a black base with rich copper reflects.
Mój absolutny faworyt z całej kolekcji, bardzo ciemny bordowo-brązowy cień z czarną bazą. Pięknie się prezentuje na powiece.



Ritzy – Ritzy has a warm red-brown base with green and gold reflects.
Ritzy jest bardzo podobny do cienia Havoc. Różni się od niego tym, że jest to cień jaśniejszy, gdyż ma dodatkowo w sobie złoty pigment.




Skład cieni:
Triethylhexanoin, Dimethicone, Magnesium Myristate, Magnesium Carbonate, Calcium Sodium Borosilicate, Aluminum Oxide (Alumina), Synthetic Fluorphlogopite, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin
Mogą też zawierać:
Mica (CI77019), Titanium Dioxide (CI77891), Iron Oxides (CI77491, CI77492, CI77499), Ferric Ferrocyanide (CI77510), Carmine (CI75470), Tin Oxide (CI77861)

Wszystkie cienie są po prostu REWELACYJNE! Pigmentacja jest niesamowita. Wystarczy raz palcem dotknąć cienia i naszym oczom ukazuje się przecudowny kolor. Cienie na powiekę nanoszą się bez jakiejkolwiek utraty pigmentacji. Na moim oku wytrzymują cały, długi dzień, nie blakną, nie osypują. Tak naprawdę cienie są niesamowite, a cena wyjątkowo atrakcyjna (6$ za jeden wkład, a jak się zdecydujecie na całą dwunastkę, to zapłacicie 65$). Są to moje ulubione cienie ze wszystkich jakie posiadam.
Poniżej swatche wszystkich cieni zrobione po jednorazowym przejechaniu palcem po cieniu, bez żadnej bazy. Od razu widać mega pigmentację :)

Od lewej: Phantom, Blacklight, I'm peachless, Mai Tai

Od lewej: Typhoon, Secret Garden, Steampunk, Rockstar

Od lewej: Voltage, Karma, Havoc, Ritzy


Wszystkie cienie są naprawdę  niesamowite i jeżeli kiedykolwiek będziecie miały okazję po nie sięgnąć, mogę z czystym sumieniem polecić je wszystkie, gdyż na rynku nie ma takich niesamowitych duochromów, jak te z Makeup Geek. 


piątek, 19 sierpnia 2016

ABH Glow Kit Sun Dipped

   Od momentu, gdy marka Anastasia Beverly Hills wypuściła na rynek swoje rozświetlacze, miałam ochotę na wypróbowanie przynajmniej jednego z nich. Pierwsza paleta, która znalazła się w moich zasobach, to Sun Dipped. Nie jest to paleta dla bladziuchów, więc pewnie w okresie, gdy moja letnia opalenizna zniknie, nie będę jej używać w roli rozświetlaczy (ale jako cienie do powiek, to już mogą być). Jednak teraz, kiedy słońce mnie troszeczkę opaliło, jest to idealna paleta dla mnie.
ABH Glow Kit Sun Dipped

Paleta jest naprawdę bardzo duża. Jak ją pierwszy raz zobaczyłam na żywo byłam w ogromnym szoku, bo rzadko zdarzają się tak duże produkty w jednej palecie. Więc mamy pewność, że ta paleta starczy nam na wieczność.
ABH Glow Kit Sun Dipped

Palety z serii Glow Kit są fajnie przemyślane, ponieważ wszystkie rozświetlacze można wyjąć i na czas podróży zabrać tylko jeden z nich ze sobą w jakiejś innej magnetycznej palecie.
ABH Glow Kit Sun Dipped

W palecie Sun Dipped mamy dwa odcienie zdecydowanie jaśniejsze, ale wpadające w ciepłą tonację. Odcień SUMMER jest pięknym, jasnym złotym cudem, które wygląda obłędnie na szczycie kości policzkowych. Jest to kolor bardzo zbliżony do sławnego Champagne Pop marki Becca. Odcień MOONSTONE jest nieco bardziej różowo-pomarańczowy, ale również jasny. Nie jest to zdecydowanie chłodny odcień.
ABH Glow Kit Sun Dipped

Kolor TOURMALINE jest cudnym odcieniem, którego bardzo ciężko opisać, ale jest obłędny. Ja go używam zamiast różu albo jako cień do powiek. Powiem Wam, że wygląda obłędnie na policzkach i na powiekach.
ABH Glow Kit Sun Dipped
Od lewej: Summer, Moonstone, Tourmaline, Bronzed

Ostatni, to najciemniejszy odcień z paletki, czyli po prostu BRONZED. Jest to ciepły brąz, który na pewno nie posłuży nam jako typowy bronzer. Ja go używam albo jako różu w połączeniu z innym produktem, albo jako bronzera, którym bardzo delikatnie omiatam całą twarz i dekolt, aby otrzymać makijaż w stylu Glow.
ABH Glow Kit Sun Dipped
Od góry: Summer, Moonstone, Tourmaline, Bronzed

ABH Glow Kit Sun Dipped
Od góry: Summer, Moonstone, Tourmaline, Bronzed

Same rozświetlacze są niesamowicie mocno napigmentowane, wystarczy dotknąć delikatnie pędzelkiem aby otrzymać na twarzy efekt WOW! W całej mojej kolekcji żaden inny rozświetlacz, oprócz sławnej Beccy nie dorównuje do pięt tym cudom. Nawet Mary Lou Manizer przy nich nie daje rady. Tak naprawdę jedynie Becca jest w stanie dorównać rozświetlaczom z ABH. Chociaż porównując oba produkty obok siebie stwierdzam, że ABH jest odrobinę, ale tak odrobinę, lepszy od rozświetlaczy marki Becca. Poza tym ABH nosi się na twarzy cały dzień bez najmniejszej straty na jakości. Nie blednie, nie osypuje się, po prostu ideał. Tak więc jakbyście mnie zapytali czy warto, odpowiem, że tak i nie ma się tutaj nad czym w ogóle zastanawiać. Uważam, że jest to jedno z moich największych odkryć kosmetycznych :)

niedziela, 7 sierpnia 2016

Charlotte Tilbury paletka cieni The Dolve Vita

   Od wielu lat moją ulubioną częścią kosmetycznych zasobów jest część, w której mam wszystkie paletki cieni do powiek. Kocham malować oczy i często noszę dość zdecydowany makijaż oczu, dlatego kolekcja moich cieni regularnie się powiększa. Ostatnio coraz częściej szukam nietypowych odcieni, formuł, tekstur i efektów na oku. Podczas takich poszukiwań trafiłam na paletki od Charlotte Tilbury, które urzekły mnie totalnie swoim wyglądem.
Charlotte Tilbury The Dolve Vita

Charlotte Tilbury The Dolve Vita

W taki oto sposób do mojej kolekcji dołączyła paletka The Dolce Vita, która cieszy się dużą popularnością na youtubie. Paletka ma piękne bordowo-brązowe opakowanie, bardzo bogate i mi osobiście kojarzące się z luksusem. W środku nie ma zbędnych pędzelków, ani innych aplikatorów, których i tak nigdy nie używam. Opakowanie jest nad wyraz smukłe. O wiele chudsze niż znane nam quady z Diora czy Chanel. I dla mnie to też jest ogromy plus, bo nie zajmują zbędnego miejsca na toaletce. Jak dla mnie opakowanie tych cieni plasuje się w pierwszej trójce najbardziej funkcjonalnych i najładniejszych opakowań palet cieni jakie kiedykolwiek używałam.
Charlotte Tilbury The Dolve Vita

No ale jak wiemy, nie tylko wygląd się liczy. W środku mamy 4 cienie w pięknej, ciepłej tonacji. Kolory są po prostu niesamowite, napigmentowane tak bardzo, że wystarczy delikatnie dotknąć, by uzyskać niesamowity efekt na oku. Zarówno nanoszone palcem, jak i pędzlem przenoszą się na powiekę bez zarzutu i na dodatek w ogóle nie pylą, nie osypują. 
Charlotte Tilbury The Dolve Vita

Cienie od Charlotte mają masełkowatą konsystencję i przez to w ogóle nam się nie osypują przy nanoszeniu. Naprawdę rzadko się to zdarza, szczególnie przy cieniach z drobinkami, albo ciemnymi cieniami. Tutaj tego w ogóle nie ma. Gdybym miała porównać wszystkie prasowane cienie jakie posiadam, a posiadam dużo z MAC, MUG, Urban Decay, MUFE, Diora, Chanel, Smashbox itp., to te są w tej kwestii na pierwszym miejscu (przynajmniej te 4 cienie, które mamy w paletce The Dolce Vita).
Charlotte Tilbury The Dolve Vita

Ma moich, lekko opadających powiekach, utrzymują się nawet bez bazy, cały długi dzień, który trwa kilkanaście godzin. Z bazą uzyskują jeszcze większą głębię i pigmentację. Jednak, bez bazy również spisują się obłędnie. Nie bledną, nie osypują w ciągu dnia. Ja jestem po prostu zachwycona.
Charlotte Tilbury The Dolve Vita


Gdy się tak zastanawiam czy jest coś, do czego mogłabym się przyczepić, to naprawdę ciężko jest znaleźć takie coś. Ale szukając już uparcie czegokolwiek, to zdecydowanie największym minusem jest cena oraz dostępność w PL. Poza tym minusów nie ma. Dlatego też, jak ktoś się do tej pory zastanawiał czy warto zainwestować w paletkę cienie do powiek od Charlotte Tilbury, to potwierdzam, że naprawdę nie ma co się zastanawiać, bo paletka jest warta każdej wydanej na nią złotówki. A czy Wy mieliście styczność z produktami Charlotte Tilbury? Jest coś co Wam się szczególnie spodobało?

niedziela, 31 lipca 2016

Laura Mercier Secret Brightening Powder

W mojej kolekcji kosmetyków są produkty, które pojawiają się raz i albo lądują u kogoś innego, albo wykańczam je, ale już nigdy do nich nie wracam. Lecz są też takie, które stają się moimi świętymi Gralami i powracam do nich wielokrotnie w wielką przyjemnością, gdyż nigdy mnie nie zawiodły. Do takich produktów zdecydowanie mogę zaliczyć puder marki Laura Mercier Secret Brightening Powder. Jest to puder, na który natrafiłam kilka lat temu zupełnie przypadkowo, bo żadnych recenzji na Internecie na jego temat nie widziałam.
Laura Mercier Secret Brightening Powder

Jest to puder przeznaczony pod oczy, gdyż jego zadaniem, oprócz utrwalenia korektora, jest rozświetlenie okolicy pod oczami poprzez optyczne odbicie światła dzięki drobinkom oraz spłycenie zmarszczek i drobnych linii pod oczami.
Puder przychodzi do nas w takim samym pudełeczku jak sławetny puder Translucent, ale znacznie mniejszym. Produkt, przy codziennym stosowaniu starcza na około 1-1,5 roku. Dlatego też jest to wydajny produkt, co przy cenie około 120 zł nie jest wielkim wydatkiem. Ja obecnie kończę drugie opakowanie i już czeka na mnie kolejne.
Laura Mercier Secret Brightening Powder

Puder pod oczy spisuje się znakomicie. Faktycznie, ma w sobie mikroskopijne drobinki, które odbijają światło i sprawiają, że okolica pod oczami wygląda o wiele lepiej, niż po zastosowaniu zwykłego pudru. Oczywiście, nie są to żadne widoczne drobinki, ale tak subtelne, że nawet wprawne oko mogłoby ich nie zauważyć.


Laura Mercier Secret Brightening Powder

Okolica pod oczami, po przypudrowaniu pudrem od Laury Mercier, jest bardziej wygładzona, a w dotyku taka delikatna, satynowa. Dużym plusem jest fakt, że skóra pod oczami, która jest bardzo delikatna, w ogóle nie jest po tym pudrze przesuszona. Produkt nie wchodzi w zmarszczki, ładnie gruntuje korektor pod oczami. Naprawdę jeden z najlepszych pudrów, jakie miałam okazję używać pod oczy.
Laura Mercier Secret Brightening Powder

Czy ma ona jakieś minusy? Niestety ma. Bardzo mocno bieli. Na żywo jest to w ogóle nie widoczne, ale na zdjęciach z fleszem można się przerazić. Ja raz miałam okazję się o tym przekonać, jak zobaczyłam zdjęcia ze spontanicznego wypadku do baru. Wyglądałam jak „obcy” :D

Poza tym, po zakupie kolejnego opakowania zauważyłam, że po pierwsze naklejka na spodzie opakowania jest inna (teraz jest ciemna, kiedyś była srebrna) i nie wiem czy to właśnie to czy coś innego, ale zauważyłam nieznaczną zmianę konsystencji na gorszą. Drobinki są nieco bardziej widoczne, gdyż sam puder jest jakby mniej zmielony. 


Laura Mercier Secret Brightening Powder 
(po lewej nowe opakowanie, po prawej stare)


Gdybym zamawiała z internetu pomyślałabym, że to podróbka. Ale kupiłam w Douglasie. I teraz nie wiem czy to formuła się zmieniła czy co, ale sam produkt jest już nieco gorszy niż kiedyś. Właśnie takie zmiany czasami zrażają mnie do niektórych marek... Bo po co zmieniać coś co jest zarąbiste?




piątek, 22 lipca 2016

Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit

Witajcie Kochani,
Jak dobrze wiecie marka ABH dawno temu szturmem wkradła się na rynek dzięki rewelacyjnym produktom do brwi. Jednak z czasem rozwinęła się i oferuje obecnie bardzo znane palety do konturowania, jak i palety rozświetlaczy, o których pewnie już każdy słyszał.
Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit Light To Medium

Ja w swoich zbiorach mam już dwie palety do konturowania, ale dzisiaj opowiem o jednej z nich, czyli Anastasia Beverly Hills Pro Series Contour Kit Light-Medium. Paleta ta, o ile dobrze pamiętam, była pierwsza na rynku. Zaraz za nią wiele marek zaczęło wypuszczać podobne palety. Obecnie prawie wszystkie marki posiadają coś podobnego w swojej ofercie. Jednak ABH była pionierem i powiem szczerze, że nadal przoduje w rankingach popularności na czołowych miejscach.
Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit Light To Medium

Sama paleta jest bardzo przyjemna, poręczna, tekturowa, przez co łatwo utrzymać ją w czystości. W środku znajdujemy sześć kolorów, gdzie pięć z nich jest satynowo- matowych, a jeden to typowy rozświetlacz (Vanilla). Paleta nadaje się do jasnych karnacji. Mocne bledziuszki jednak powinny z nią uważać, bo jasne kolory (Sand i Banana) mogą się za bardzo odznaczać. Ja sama, w okresie kiedy nie dosięgło mnie słońce nie używam odcienia Banana, bo jest dla mnie za żółty i go zdecydowanie widać na twarzy.

Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit Light To Medium

Wszystkie pudry są drobno zmielone i mają niesamowitą pigmentację. Rewelacyjnie się je nanosi pędzlem i bardzo dobrze blenduje, więc nawet jak sobie zrobimy mocną plamę, jesteśmy w stanie to rozetrzeć, a po naszym „błędzie” nie będzie śladu. Konturowanie tą paletą to czysta przyjemność. Na dodatek na każdym podkładzie trzymają się nienagannie, co jest ogromnym plusem, bo są produkty, które lubią w ciągu dnia zaginąć.
Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit Light To Medium

Ja do konturowania używam zmieszanych odcieni Java i Fawn. Fawn jest bardzo fajnym, zimnym odcieniem brązu i mogę go z czystym sumieniem polecić nawet największym bedziuchom. Jako typowego bronzera używam Havana, bo jest on bardzo ciepłym odcieniem. Jeżeli nie chcecie kupować całej paletki, możecie kupić same wkłady i trzymać je w dowolnej, magnetycznej palecie.
Anastasia Beverly Hills The Original Contour Kit Light To Medium
Od lewej: Havanna, Fawn, Java, Vanilla, Banana, Sand

Jeżeli chodzi o jasne odcienie, to ja używam Sand jako zwykłego pudru do twarzy lub pod oczy. Banana używam tylko wtedy gdy jestem opalona w okolice pod oczami. Tymczasem Vanilla jest ślicznym rozświetlaczem, raczej zimnym, gdyż ma lekko różowe tony, ale bardzo słabo wyczuwalne.

Moim zdaniem paleta jest warta każdej wydanej na nią złotówki. I jeżeli ktoś się jeszcze waha nad jej zakupem, to z czystym sumieniem namawiam do zakupu.