NARS Portobello

   Markę NARS pokochałam całym swoim sercem już jakiś czas temu. Ostatnio zamówiłam z ich strony m.in. cienie Portobello, gdyż brakowało mi w mojej kolekcji właśnie takich dwóch neutralnych odcieni, które będą pasowały do każdego makijażu. Myślałam wstępnie o innym duecie, ale po pozytywnych recenzjach Essie Button wiedziałam, że to właśnie na tą dwójkę czekałam.



Opakowanie jest standardowe jak na tą markę. Cienie dostajemy w pięknym, czarny, takim lekko aksamitnym opakowaniu. Bardzo lubię te opakowania, mimo iż strasznie się brudzą i regularnie trzeba je czyścić. 




W środku znajdują się dwa, bardzo podobne do siebie cienie (w sumie 4 gramy). Oba brązy, dość jasne, ale jeden jest bardziej cieplejszy, a drugi wpada w tonację chłodną. Cienie te, wg mnie, są matowo - satynowe. Nie mają w sobie żadnego połysku, ani odrobiny brokatu.




Cienie wyglądają bardzo podobnie, jednakże ta różnica w tonacji jest dobrze widoczna na powiece.



Jeżeli chodzi o jakość cieni, to mam małe zastrzeżenie. Są mocno napigmentowane, bardzo dobrze się z nimi pracuje. Blendowanie nie sprawia żadnych problemów. Jednakże, aby wytrzymały na powiekach w nienaruszonym stanie przez 16 godzin, konieczna jest baza. Gdy pierwszy raz nałożyłam je bez bazy, zauważyłam pod koniec dnia, iż cienie nieco wyblakły. Nie dzieje się to, gdy mamy bazę na powiekach. Wówczas wszystko trzyma się idealnie. Poza tą jedną wadą cienie spisują się bardzo dobrze. Uważam, że jakościowo są zdecydowanie lepsze niż matowe cienie firmy MAC.

Ocena: 4/5.

Są to moje pierwsze cienie z NARS'a i na pewno nie ostatnie, ponieważ chciałabym wypróbować jakieś mocniejsze kolory. A czy Wy mieliście już cienie z NARS'a? Możecie mi jakieś polecić?

Komentarze

  1. Zdecydowanie polecam Ci bazę pod cienie NARS. Cienie trzymają się na niej od samego rana do końca dnia. Coś niesamowitego :)
    Właśnie kupiłam sobie kilka nowości, zaczęły mnie interesować bazy pod makijaż.

    W kwestii cieni to moimi faworytami są NARS Ashes to ashes i NARS Lhasa. NARS Strada też jest piękny, ale dla mnie to trudny kolor. Z dwójek mam nars mandchourie ale jest to bardzo trudny kolor i nie jest łatwo się nim umalować... Marzy mi się NARS Brousse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio zaopatrzyłam się w bazę pod cienie z Lime Crime i jestem nią zachwycona :) Wydobywa kolory cieni i powoduje, iż makijaż oka staje się wodoodporny. Po prostu czad :D Będę musiałam o niej coś napisać, bo jest to wg mnie hit :)
      Z NARS'a bazy nie miałam, ale chyba kiedyś też się na nią skusze.

      Brousse wygląda niesamowicie i też mam na niego chętkę. Ashes to ashes też mi się podoba, taki dzienniak jak dla mnie :) Lhasa już u ciebie widziałam na blogu i bardzo mi się spodobał :) Dzięki za typy :)

      Usuń
  2. Nie miałam nic z NARS, jakoś tak bez możliwości sprawdzenia odcienia cienia stacjonarnie, raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obejrzałam chyba kilkadziesiąt swatchy na różnych blogach zanim się zdecydowałam :) Faktem jednak jest, że na wiele ich produktów się nie skuszę póki nie będę miała okazji pomacania...

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, że kuszę, ale cóż.... Pokochałam tą markę :D I jakby była gdzie w PL stacjonarnie, to bym skakała z radości :)

      Usuń
    2. Ja poczekam właśnie aż pojawi się w pl:D

      Usuń
    3. Znając nasze realia, to nie wiem czy szybko się pojawi :(

      Usuń
  4. uwielbiam kosmetyki Nars i mam nadzieję powiększyć w tym roku swą skromną kolekcję :) piękne kolorki wybrałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bardzo mi się podobają :)
      A masz już coś upatrzonego?

      Usuń
  5. Nars jeszcze nie miałam okazji poznać, wszystko przede mną. A brązy śliczne, takie jak lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie coś wypróbuj, bo naprawdę mają super produkty :) Szczególnie puder jest boski :)

      Usuń
  6. Z Ciebie to prawdziwa Narsomaniaczka ;-) lubię takie neutralne kolory na powiekach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monczik mnie przebija :D Ale faktycznie kocham NARS i gdyby tylko był stacjonarnie, to bym przepadła :D

      Usuń
    2. Narsomaniaczka ze mnie żadna ale gdybym mogła pomacać to nie powiedziałabym mnie. U nas NARS dostępny jest stacjonarnie chyba tylko w Dublinie a to dla mnie za daleko trochę.
      Aaaa, Ty ostatnio kupiłaś ichni Illuminator, prawda? Jak się sprawdza?

      Usuń
    3. Jak w Dublinie, to dla mnie jeszcze dalej :D Haha...
      Ale skoro planuję wypad do Londynu w czerwcu, to może tam mi się uda pomacać kilka cudów z NARS'a :)
      Tak, dostałam Illuminator i powiem szczerze, że jest boski :) Dla mojej suchej cery taka forma rozświetlacza idealnie się sprawdza. Używam go jednak tylko do podkładu mineralnego. Do podkładu płynnego jeszcze go nie sprawdzałam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Giorgio Armani Maestro Glow

NABLA Cosmetics po raz pierwszy

Inglot - idealny mat (szminka 412)